wtorek, 22 maja 2012

FB


Pewnie znajdą się ludzie w Stanach, którzy nie sądzili, że to się tak skończy. Ja podejrzewam, że to dopiero początek. Świetnie ulokowane IPO relatywnie blisko lokalnych szczytów na amerykańskim rynku, znakomita medialność, podnoszenie ceny emisyjnej i ilości oferowanych akcji (link), zebrane około 16 miliardów USD z rynku przy sporych obawach między innymi o los Hiszpanii i Grecji (pozostałych państw też), tempo rozwoju w Chinach. Do tego ułatwienie wejścia i wyjścia do i z akcjonariatu (części obecnych akcjonariuszy to się pewnie podoba). Słowem, sukces.


Nic dodać, nic ująć (cena emisyjna 38 USD, źródło wykresu link). Interesujący jest wolumen – 579 milionów sztuk na pierwszej i co najmniej 167 na drugiej przy około 421 oferowanych, to całkiem sporo (link). Middleton zwraca uwagę na reakcje Morgan Stanley, który stabilizował kurs Facebooka na pierwszej sesji (link). W tym artykule (link) jest podana sugestia, że Morgan Stanley mógł wydać w piątek na to nawet około 2 miliardów USD. Tutaj z kolei, że Morgan Stanley jako jeden z organizatorów IPO mógł na tym zarobić około 175 milionów USD (link). Jeżeli kurs Facebooka będzie dalej spadał, powiedzmy sporo poniżej 30 USD, to zastanawia mnie, czy prezes Morgan Stanley na specjalnej konferencji prasowej ogłosi stratę banku, podobnie jak zrobił prezes J.P. Morgan?

piątek, 18 maja 2012

PBG


Tutaj robi się coraz ciekawiej, PBG miało wczoraj swoje historyczne minimum, a wygląda na to, że dzisiaj będzie jeszcze niżej. Jedno porównanie: kapitalizacja PBG po wczorajszej sesji wyniosła niecałe 287 milionów złotych, gdy pakiet akcji Rafako nabyty niedawno był warty rynkowo niecałe 354 miliony złotych.

PBG poinformowało 15 maja o zawarciu umowy w sprawie czasowego i warunkowego powstrzymania się od egzekwowania zobowiązań (link). Znalazł się tam zapis:
10. każdy z Banków może wypowiedzieć Umowę ze skutkiem natychmiastowym poprzez złożenie wszystkim pozostałym stronom, na piśmie pod rygorem nieważności, stosownego oświadczenia, jeżeli zajdzie jedna lub więcej z poniższych okoliczności: 
1) w odniesieniu do któregokolwiek członka Grupy PBG zostanie złożony wniosek o ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku lub z możliwością zawarcia układu, oświadczenie o wszczęciu postępowania naprawczego lub zostaną podjęte jakiekolwiek kroki w celu wszczęcia podobnego postępowania (niezależnie od tego czy działanie takie podjęła osoba trzecia czy członek Grupy PBG);

Już po publikacji zapisów tej umowy spółka poinformowała o dwóch wnioskach o upadłość spółki zależnej DROMOST sp. z o.o. (link, link). Wprawdzie zostały one złożone do sądu 4 kwietnia i 17 kwietnia, to taki zapis w umowie z bankami stanowi zaproszenie dla wszystkich podwykonawców spółek z grupy PBG do składania teraz wniosków do sądu. Dlaczego? By wywrzeć presję, licząc że spółka bojąc się o finansowanie, a za tym idzie własne przetrwanie, będzie skłonna spłacić swoje zobowiązanie bardziej chętnie. Uważam, że banki wiedziały co podpisują, i raczej nie zamierzają z tej klauzuli korzystać, przynajmniej w najbliższym czasie, ale pozostawienie takiej furtki zawsze zostawia możliwość skorzystania z niej. To będzie napędzać karuzelę z kolejnymi wnioskami, które będą kolejnymi impulsami do spadku kursu. Niedługo PBG ma emitować obligacje zamienne na akcje w kilku transzach. Nie znana jest cena konwersji, oraz nie wiadomo, czy ceny będą się w poszczególnych transzach obligacji różnić. W interesie obejmującego (jednego, kilku?) jest, aby ta cena była jak najmniejsza oczywiście.

Wczorajsze zamknięcie po 20,05 stwarza dzisiaj ciekawą sytuację – jest do przekroczenia blisko dość okrągła liczba 20 złotych za akcje. Zazwyczaj jest tak, że przy okrągłych limitach ceny (5, 10, 20, 50, 100 złotych i tak dalej) w arkuszu występuje kumulacja zleceń, tzn. jest złożonych więcej zleceń obejmujących większy wolumen niż na limitach ceny większych lub mniejszych o kilka kroków. Przekroczenie takiego okrągłego limitu ceny może wywołać aktywację stop lossów, co jest bardzo możliwym scenariuszem na dzisiaj. Oczywiście większość zleceń stop loss nie jest ustawiona z limitem aktywacji o jeden krok niższym od okrągłego limitu, tylko trochę niżej. Niżej dlatego, żeby stop lossy nie aktywowały się na przypadkowych wybiciach z okrągłego poziomu. Przypuszczam, że w przypadku PBG spora część graczy właśnie ustawiła stop lossy poniżej 20 złotych, tak około 19,40-19,65. Ich aktywacja może nawet zbić kurs do 16-17 złotych. To jest tylko jeden scenariusz, który niekoniecznie musi się spełnić, jednak ogólny sentyment na rynku sprzyja takiemu rozwojowi zdarzeń.

poniedziałek, 14 maja 2012

Płynność


Każdy, kto śledzi polski rynek od pewnego czasu obserwuje zmniejszoną płynność. Na przykład w ciągu pierwszej godziny handlu na GPW jest tylko około 60 milionów złotych, lub przed otwarciem rynków amerykańskich jest poniżej 300 milionów złotych na WIGu, lub gdy w Londynie rynek jest zamknięty, to obroty są niższe o 30% niż sesję wcześniej. To jest bardziej odczucie i indywidualne wrażenie, które coraz więcej osób odczuwa. Statystyka rzeczywiście potwierdza ten spadek płynności rynku, poniżej jest wykres dzienny WIG20 dla ostatnich dwóch lat, wolumenem z EMA z 10 i 50 sesji.


Jest widoczna różnica pomiędzy wartością EMA(10) w ostatnim miesiącu, a na przykład fragmentami 2011 roku. Jest to odczuwalne, zwłaszcza na początku sesji. Poniżej są statystki dzisiejszej sesji z godziny 09:35:11 (WIG20 i WIG 09:35:01), żółta pionowa linia zaznacza właśnie tą godzinę na wykresie tickowym WIG20.





Przez trochę ponad 35 minut sesji dokonano 3792 transakcji o wartości niecały 26,5 miliona złotych, z czego tylko około 17 milionów przypadało na WIG20. Niecałe 13,8 miliona to obrót na 5 spółkach, a 17,6 miliona na 10 spółkach z największymi obrotami (w tym Atlantis i Poljadło, które dzisiaj mają większe obroty niż zazwyczaj). Spółek na 14 maja na GPW jest 433, z czego tylko na 300 po 35 minutach dokonano transakcji (link). Na otwarciu na WIG20 było 1,168 miliona złotych obrotu (przez KGHM), przy czym 7 spółek miało obroty poniżej 10 tysięcy złotych (Handlowy 745 złotych!!!).

Tymczasem w Norwegii


Ostatnio trafiłem na bardzo ciekawy news o norweskim funduszu inwestycyjnym, który skłoniła mnie do wyszukania kilku informacji na jego temat. Jestem pozytywnie zaskoczony ile kolejnych, jeszcze ciekawszych informacji udało mi się w ten sposób znaleźć. Jedna informacja o zmianie zaangażowania tego funduszu w obligacje jednego z europejskich państw spowodowała możliwość dowiedzenia się, ile fundusz posiadał akcji Apple’a na koniec 2011 roku w przeliczeniu na jednego obywatela. Tak po prostu, zwyczajnie. Interesujących informacji jest wręcz ogrom, dlatego zdecydowałem się podzielić je na co najmniej dwa wpisy, więc zacznijmy od początku.

The Government Pension Fund Global to norweski fundusz państwowy, w którym lokowane są środki z wydobycia ropy (link). Jest to jeden z największych funduszy na świecie, za największy najczęściej uważa się Abu Dhabi Investment Authority. Powstał w 1990 roku, jest zarządzany przez jednostkę banku centralnego Norwegii w imieniu norweskiego ministerstwa finansów, które z kolei jest właścicielem funduszu w imieniu obywateli Norwegii. Ministerstwo określa strategię inwestycyjną, biorąc pod uwagę rady od banku centralnego i decyzje parlamentu. Środki z ropy są inwestowane tylko poza Norwegią, w celu uniknięcia przegrzania własnej gospodarki i ochrony przed fluktuacjami cen ropy. Fundusz został założony, by dać rządowi większe pole manewru w zakresie polityki fiskalnej (jest zintegrowany z budżetem państwa) oraz przygotować się na potencjalne problemy demograficzne lub spadek przychodów z ropy w dłuższym okresie. Mimo swojej nazwy, do tej pory parlament nie zdecydował kiedy i jak środki w nim gromadzone zaczną być wykorzystywane w norweskim systemie emerytalnym.

Teraz trochę liczb. Fundusz inwestuje 60% środków w akcje, od 35% do 40% w papiery o stałych przepływach pieniężnych i do 5% w nieruchomości. 50% środków jest ulokowanych w Europie z zastrzeżeniem, że 60% obligacji jest nabytych w Europie. Rynkowa wartość portfela funduszu to 3496 miliardów koron norweskich na koniec pierwszego kwartału 2012 (tutaj cały raport, polecam przeglądnąć link), w przeliczeniu to jest około 462 miliardów euro przy kursie EUR/NOK 7,5649 z godziny 22:00 11 maja (link). PKB w cenach bieżących za 2011 rok (link) to 2711 miliardów koron, co daje około 358 miliardów euro, przy populacji kraju niecałych 5 milionów osób wychodzi, że na jednego obywatela Norwegii przypada po pierwszym kwartale 2012 roku prawie 92,5 tysiąca euro środków w funduszu. Z ciekawszych danych z raportu, to 1,1% portfela obligacji funduszu ma rating poniżej BBB, a annualizowana stopa zwrotu z funduszu za ostatnie 10 lat to 4,82% (w walutach obcych, nie w koronach), co realnie daje 2,54% (koszty zarządzania wynosiły tylko 0,1% rocznie).


W tym opisie najbardziej rzucają się w oczy właściwie dwa fakty. Po pierwsze, fundusz w różnych formach istnieje już od ponad 20 lat, zdążył zgromadzić więcej pieniędzy niż wielkość PKB za ostatni rok, a fundusz do tej pory tylko kumuluje pieniądze. Nie wypłacono z niego jeszcze ani jednej korony w ramach emerytur, mimo że parlament może w każdym momencie odpowiednio zmienić prawo. I nie zanosi się na to, aby miano zacząć z niego korzystać w najbliższych latach – niska stopa bezrobocia, wysoki standard życia, kraj skandynawski, w dodatku wydobywający surowce naturalne. Chciałem znaleźć wielkość deficytu budżetowego w ostatnich latach, ale tutaj zaskoczenie, wygląda na to, że takiego nie było w latach 2006-2010, przynajmniej na poziomie central government (link). To oznacza, że z dużym prawdopodobieństwem wartość funduszu będzie dalej rosnąć, przez zwrot z aktywów i kolejne przepływy ze sprzedaży ropy, pomijając wahania wyceny rynkowej aktywów w dłuższym terminie. Więc pytanie jest takie – co się musi stać i kiedy, żeby Norwegowie zdecydowali się zacząć korzystać z tych środków? Na ten moment wydaje się to całkiem odległą perspektywą, a już jest uzbierane prawie 92,5 tysiąca euro dla każdego obywatela, i to dalej będzie rosnąć. A w Polsce? Został utworzony Fundusz Rezerwy Demograficznej, z którego przelano Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych miliardy złotych, by było z czego wypłacać emerytury (link). Powód? Kryzys, dług i brak płynności ZUS okazują się wystarczającym powodem do uszczuplenia środków z FRD, czyli tych na gorsze czasu. Tymczasem w Norwegii od 20 lat politycy nie zdecydowali, kiedy z tego zacząć korzystać. Mniej chodzi o to, że nie musieli, gdyż są na innym etapie rozwoju, są eksporterem ropy, a społeczeństwo jest zamożne. Bardziej o to, że mogli, a dalej nie ma decyzji, kiedy te środki wykorzystać.

Po drugie, roczne koszty zarządzania to 0,1%, czyli bardzo mało. Jak to wypada w porównaniu z naszymi OFE? Znalazłem takie zestawienie za lata 2006-2010 (dół strony - link), nie wygląda to dobrze. Na stronie KNF jest zestawienie informacji szczegółowych o PTE, weźmy dla przykładu ING OFE. Opłata za zarządzenie miesięcznie 15,5 miliona złotych, załóżmy średnią wartość aktywów netto dla całego roku 55 miliardów złotych (30 kwietnia było 56,666 miliarda - link). To daje 0,3382% opłaty rocznie, co teoretycznie nie wypada jeszcze tak źle w porównaniu do Norwegów. Jednak, gdy weźmiemy tez pod uwagę ING OFE jest największe i płaci najmniejsze opłaty w stosunku do aktywów, oraz to, że jest takie coś u nas jak opłata od składki na dzień dobry w wysokości 3,5% (wcześniej 7%!), to już nie jest tak pięknie.

piątek, 11 maja 2012

Pan Przewodniczący


Temat podwyższenia wieku emerytalnego, nic nowego, dzień w dzień sieczka w mediach. Wielu ekonomistów już swoją opinię wyraziło, nie jestem kompetentny by próbować w tym temacie polemizować, a zakładam, że rząd i tak nie zrezygnuje ze swoich pomysłów. Natomiast mam jedną sugestię – proponuję, aby media, wszystkie media, przed każdym pojawieniem się na wizji Pana Przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy przypominały fragmenty jego wypowiedzi z 28 marca 2012 roku, zarejestrowanej przed budynkiem Sejmu przez ekipę Panoramy TVP (link). Ta wypowiedź przeszła bez większego echa, a szkoda, bo rzuca nowe światło na działalność Pana Dudy.